Kino maniacyPorady

House of Cards czyli modlę się do siebie, za siebie…

“House of Cards” to moje najnowsze serialowe odkrycie, ale również pewien specyficzny produkt na rynku odcinkowych produkcji. Stworzony przez serwis oferujący możliwość oglądania seriali online, nie przez telewizję.

House of Cards czyli modlę się do siebie, za siebie… 1 - Twój Głos 📌 e-TG.pl

Wypuszczony od razu w pakiecie 13 odcinków, bez podziału na kolejne dni emisji. Wyreżyserowany i wyprodukowany przez David Finchera, autora takich perełek jak “Siedem”, czy “Fight Club”. I w końcu zagrany. I to jak zagrany! Kevin Spacey, Robin Wright (ukochana Foresta Gumpa) i kilka nowych, wspaniałych twarzy. To wszystko dało taką mieszankę, że po obejrzeniu pierwszego odcinka, musiałam obejrzeć drugi. A po drugim stałam się zagorzałą fanką, dawkującą sobie codziennie po jednym epizodzie, żeby starczyło na jak najdłużej. Z wielkim trudem i przy zaciskaniu pięści, bo bardzo, bardzo, chciałam się dowiedzieć co będzie dalej.

House of Cards czyli modlę się do siebie, za siebie… 2 - Twój Głos 📌 e-TG.pl
Francis jest pełen “złotych” myśli, którymi się z chęcią dzieli bezpośrednio z widzem

Dlaczego jest aż tak dobrze? Netflix posłużył się zapewne jakimś algorytmem, który zebrał wszystkie cechy najbardziej cenione przez publiczność i stworzył produkt idealnie pasujący do gustu współczesnego widza. A jest to widz coraz bardziej wymagający, który w każdej chwili ma dostęp do nieograniczonej liczby produkcji z całego świata więc stawia poprzeczkę coraz wyżej i wyżej. Zresztą, mam wrażenie, że po ilości odwoływanych co sezon produkcji, amerykańskie stacje mają niezłą zagrychę, jakby tu przyciągnąć widzów. No i jeszcze to przeświadczenie, że serial znaczy dzisiaj więcej niż 10 lat temu. Zmienił się jego kulturalny wymiar i to co kiedyś adresowano do znudzonych gospodyń oraz mężczyzn pragnących rozrywki po całym dniu pracy, stało się ważną częścią popkultury. A może i całej kultury? Tylko Polska nadal w tyle z tym swoim brakiem rozróżnienia pomiędzy “operą mydlaną” a “produkcją telewizyjną” i dlatego co twory takie jak “M jak miłość” lecą w paśmie największej oglądalności.

No, ale nie narzekajmy. Jest “Głęboka woda”, widać światło w tunelu.

Może cię zainteresować także:  Jak zbudowana jest powieka?
House of Cards czyli modlę się do siebie, za siebie… 3 - Twój Głos 📌 e-TG.pl
mam wrażenie, że w tym przypadku plakat mówi wszystko

Powróćmy jednak do naszego domku z kart: Waszyngtonu. Wiadomo, nie bez przyczyny można nadać mu taką nazwę. To tutaj rodzą się wielkie kariery, tutaj jak za dmuchnięciem wiatru, rozpadają się w drobny mak. A każda z kart jest ważna by utrzymać tego kolosa na glinianych nogach. A każdą z kart jest człowiek, który w mniejszy lub większy sposób ma swój wpływ na politykę państwa, natomiast dzięki powiązaniom i zależnościom jest niezbędny w całej układance.

Główny bohater serialu, to pewien zawiedziony kongresmen Francis Underwood. Zawiedziony, bo partia do której należy, po wygranej prezydenturze swojego kandydata, obiecała mu stanowisko Sekretarza Stanu. I niestety oddała je komuś innemu. I oto Francis z zawiedzionego kongresmena staje się kongresmenem niebezpiecznym. Pełnym rządzy zemsty, nienawiści, ukrytych motywów, bezwzględnym i gotowym wyciągnąć ręce po stanowisko znacznie ważniejsze. Ciężko stwierdzić czy dlatego aby zaspokoić swoje polityczne ambicje, czy dlatego by pokazać tym, którzy go zawiedli, że nikt nie może igrać z Underwoodem.

Francis przygotowuje więc intrygę, godną pajęczej sieci. Wciąga w nią współpracowników, wrogów, żonę i przede wszystkim widza. Od pierwszej sceny w zasadzie, każdy zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z człowiekiem złym, natomiast bardzo szybko staje się on bohaterem, któremu się się mimowolnie kibicuje. Pomimo tego, że dobra, chrześcijańska dusza raczej się tego wstydzi 🙂

Ogromną zasługą tego, że widz lubi Francisa – egoistę, megalomaniaka i zdrajcę, to fakt, że gra go po mistrzowsku, Kevin Spacey. Daje Underwoodowi, drugą twarz. Gdzieś pomiędzy jedną intrygą a drugą, widzimy zmęczonego sobą człowieka, który może i by dał sobie spokój, ale polityka jest nie tylko jego pracą, ale również zabawą i jedyną drogą, którą zna. Poza tym, ktoś kto wymyślił zabieg ze zwracaniem się Francisa, “na stronie”, prosto do widza, zasłużył na owację na stojąco. Dzięki temu, nie dość, że bardzo szybko dowiadujemy się kim naprawdę jest Francis, to jesteśmy zasypani, ciekawymi komentarzami oraz sentencjami, które może nie nadają się na nagrobki, ale na T-shirty jak najbardziej.

Może cię zainteresować także:  Jak ratować dziecko. Poradnik pierwszej pomocy dla rodziców
House of Cards czyli modlę się do siebie, za siebie…
I to na pewno udało się Robin Wright

Postacią równie fascynującą co Francis, jest jego żona Claire, równie dobrze zagrana, przez chyba trochę zapomnianą Robin Wright. A raczej fascynujący, jest układ między nimi, zwany przez niektórych potocznie małżeństwem. Potocznie, bo po kilku scenach wiemy, że to nie taki zwykły związek. Oboje mają własne ambicje, własne życie, własne skoki na boki, ale łączy ich dziwna odmiana lojalności, która pozwala na kopanie pod sobą dołków, ale jeśli chodzi o całokształt życia, jest niewzruszona. Zresztą myślę, że to niesprawiedliwe oceniać postać Claire tylko i wyłącznie przez pryzmat jej małżeństwa. To niezmiernie ciekawie napisana postać kobieca, jaka nieczęsto zdarza się w serialu. Jest świetnym dodatkiem do historii głównego bohatera, kradnąc mu z odcinka na odcinek coraz więcej uwagi widza. Jest trochę takim buforem pomiędzy widzem a złymi uczynkami głównego bohatera. Uwielbiam Francisa w taki łobuzerski sposób, jak uwielbia się kumpla dzięki któremu wszystkie psoty uchodzą na sucho i życie jest ciekawsze, ale to przed Claire chylę czoła. Plus jest jedną z lepiej ubranych serialowych kobiet. Minimalizm, szary, czarny, niebieski, biały – rewelacja.

House of Cards czyli modlę się do siebie, za siebie… 4 - Twój Głos 📌 e-TG.pl
relacja Francisa i Claire jest fascynująca, zmienia wizerunek serialowego, politycznego małżeństwa. No i ten współly papieros wypalany co wieczór, przy otwartym oknie…

Przedstawicielem młodego pokolenia ludzi, dla których świat wirtualny ma największą moc, karierę można zrobić w ciągu jednej nocy, a informacja staje się największą bronią, jest początkująca dziennikarka Zoe Barnes (w tej roli Kate Mara, siostra Rooney, znanej z roli Lisabeth Salander w ekranizacji książki Larssona). Jest to postać równie intrygująca co Claire, lecz stojąca niejako po drugiej stronie barykady. Równie bezkompromisowa co Francis, sięga po informacje przez jego łóżko i z drugorzędnej reporterki staje się dziennikarką pełną gębą. Odniosłam wrażenie, że nie czuje wyrzutów sumienia z powodu sposobu w jaki zdobywa informacje, potrzebne jej w karierze. I tym właśnie stała się dla mnie adekwatnym przykładem dzisiejszych młodych kobiet, które traktują seks w sposób iście męski, bezuczuciowy, natomiast niezbędny, jeśli można dzięki niemu osiągnąć cel.

Może cię zainteresować także:  Stomia nie ogranicza – niezwykłe zdjęcia stomiczki

Kobiety w tym serialu ciężko polubić, tak od razu. Ja sama nie wiem czy lubię Zoe. Natomiast pewne jest, że są to jedne z bardziej złożonych postaci w serialach, co niezmiernie mi się podoba, bo dość mam już stereotypów, szczególnie w odniesieniu do damskich bohaterów. Bardziej zainteresowanych odsyłam do ciekawego artykułu: “The Complex, Unlikable Women of ‘House of Cards”*. Tych co nie oglądali ostrzegam przed zawartymi w nim spojlerami. Polecam, bo w zasadzie zgadzam się z każdym słowem w nim zawartym i lepiej bym tego nie napisała.

House of Cards czyli modlę się do siebie, za siebie… 3 - Twój Głos 📌 e-TG.pl
Tylko prawdziwe kobiety mogą nosić tą sukienkę 🙂

Nie wiem czy udało mi się namówić kogokolwiek do obejrzenia “House of Cards”. Mogę tylko potwierdzić, że warto. Jest to mocna, polityczna produkcja, pełna intryg i zwrotów akcji, chociaż akcja nie rozpędza się tu jak rollercoster. To raczej wyważona fabuła, bardziej skupiona na samych bohaterach niż na ekstremalnych sytuacjach, w których się znajdują. Był moment, w którym o serialu pisali wszyscy i ogólnie i krytycy i widzowie zgadzają się w swoich pozytywnych opiniach. Czasami taki natłok “hurra – optymistycznych” recenzji może zniechęcić, ale ja zawsze dochodzę do wniosku, że jeśli ludzie o skrajnych upodobaniach coś jednogłośnie chwalą, to musi to być przynajmniej poprawne.

W tym przypadku jest znacznie lepiej niż poprawnie. No ale jeśli nie zachęca Was Kevin Spacey w roli antybohatera, to ja też pewnie tego nie zrobię.

* w artykule jest świetne porównanie Francisa do Jago z “Othella” w wersji Kennetha Brannagha. Nie mogę się z tym nie zgodzić. To chyba najcelniejsza uwaga jaką czytałam na temat postaci Francisa.

Jak oceniasz ten materiał?

Kliknij na gwiazdkę, aby zostawić swoją ocenę

Średnia ocena / 5. Liczba głosów:

Jak dotąd brak głosów! Oceń ten post jako pierwszy.

Tradycyjna polska kuchnia to nie tylko schabowy – przegląd 10 najpopularniejszych polskich dań

Poprzedni wpis

Władca równin – Javier Janes : recenzja książki literatury piękna

Następny wpis
Wiedzo Znawca
Redaktor z rzemiosłem w ręku na co dzień szef kontroli jakości w brytyjskim oddziale Amazona. W niedalekiej przyszłości planuje zrealizować młodzieńcze marzenia i napisać książkę.

Na pewno zainteresują Cię jeszcze:

Komentarze - masz coś do napisania? Zostaw proszę informacje.

Pozostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *